Skutki uboczne

Działania, które w teorii mogą wydawać się proste, w praktyce są bardzo trudne w realizacji.

Po pierwsze: podnoszenie stóp procentowych, to broń obosieczna.

Owszem, pomaga w okiełznaniu wzrostu cen, ale ma bardzo bolesny efekt uboczny. Droższy kredyt, niższa konsumpcja i spadek inwestycji, nie oznaczają jedynie niższej inflacji, ale również… niższy wzrost gospodarczy w krótkim okresie. Dlatego z ogromnym wyczuciem dostosowujemy poziom stóp procentowych do sytuacji gospodarczej. Kiedy inflacja spada i jest pod kontrolą, obniżamy stopy procentowe, co daje pozytywny impuls dla całej gospodarki.

Po drugie: efekty naszych działań są widoczne dopiero po wielu miesiącach.

Byłoby wspaniale, gdyby tuż po ogłoszeniu przez Radę Polityki Pieniężnej nowego poziomu stóp procentowych, w gospodarce następowały szybkie dostosowania. Nic z tego. Trwa to wiele miesięcy: banki stopniowo zmieniają oprocentowanie kredytów i depozytów a firmy i gospodarstwa domowe powoli zmieniają swoje decyzje i zachowania. To stawia przed nami ogromne wyzwanie: musimy nie tylko reagować na bieżącą sytuację, ale również prowadzić mnóstwo badań i analiz pozwalających przewidzieć, jak gospodarka zachowa się w przyszłości. Co więcej, zanim wprowadzimy w życie nowe decyzje, musimy dokładnie wiedzieć, czy te wcześniejsze już zadziałały.

Po trzecie: na wiele zjawisk nie mamy wpływu.

Aby nasze decyzje przyniosły skutek, muszą przełożyć się na działania konsumentów i firm. Gdy podniesiemy poziom stóp procentowych, a konsumenci i firmy zignorują ten sygnał i nadal szeroko będą korzystać z kredytów, niewiele się zmieni. Do tego na poziom inflacji wpływają też inne czynniki: wysokość plonów zbóż, zmiany światowych cen ropy naftowej, wysokość podatków, itp. Są one całkowicie poza naszą kontrolą, a musimy uwzględniać je w naszych decyzjach.

To wszystko sprawia, że codzienna walka o stabilny poziom cen, jest bardzo trudna. Ale też bardzo ekscytująca.