Pożyczkodawca ostatniej instancji

Problemy banków mogą pojawić się wtedy, gdy duża liczba klientów, wielokrotnie większa niż zwykle, zechce wypłacić swoje depozyty w formie gotówki. Dzieje się tak na przykład w czasie kryzysów, gdy doniesienia o problemach gospodarczych budzą wielki niepokój, a klienci banków postanawiają powiększyć zapasy gotówki.

Gdyby w tej sytuacji bank komercyjny zawiesił wypłaty depozytów, uruchomiłby lawinę niekorzystnych zdarzeń.

Wiadomość o trudnościach z realizacją wypłat mogłaby skutkować przewidywaniami możliwego upadku banku, co natychmiast zwróciłoby uwagę kolejnych klientów, którzy również zaczęliby domagać się natychmiastowych wypłat. Rosnące kolejki przed oddziałami banku przyciągnęłyby media, a stąd już tylko krok do prawdziwej paniki i do „szturmu na bank”.

Po wyczerpaniu się płynnych środków bank nie miałby możliwości ściągnięcia pieniędzy od swoich kredytobiorców. Pamiętasz nasz przykład z kredytem hipotecznym z początku rozdziału? Skąd mieliby oni uzbierać nagle tak duże kwoty? Tymczasem chętnych na wypłacenie depozytów byłoby więcej i więcej, aż w końcu bank naprawdę stałby się niewypłacalny. Tak oto mielibyśmy do czynienia z klasyczną samospełniającą się przepowiednią: obawy o możliwą upadłość banku doprowadziłyby do jego rzeczywistego upadku.

Aby szybko i skutecznie zapobiegać takim sytuacjom, do działania natychmiast wkracza bank centralny. Dzięki specjalnym uprawnieniom pożycza niezbędne środki mającym problemy z płynnością bankom komercyjnym. Dzieje się tak na długo przed tym, nim powstanie realne zagrożenie niewypłacalnością. To pozwala zdusić niebezpieczeństwo w zarodku.

Właśnie dlatego bank centralny nazywamy czasem „pożyczkodawcą ostatniej instancji”.