Jak się oblicza inflację?

Chleb, mleko, jajka, cukier, warzywa, owoce, spodnie, buty, kurtki… Do tego opłaty za mieszkanie, bilety, paliwo, prąd,… Ach, jeszcze fryzjer, kosmetyczka, od czasu do czasu wyjście do restauracji albo naprawa auta w warsztacie.

To tylko przykłady towarów i usług, na które wydajemy nasze pieniądze. Jak zatem policzyć i jedną liczbą wyrazić o ile zmieniły się ceny tych wszystkich dóbr?

Robi się to w kilku krokach. Najpierw określa się tzw. koszyk inflacyjny, który jest w uproszczeniu „listą zakupów” towarów i usług statystycznego gospodarstwa domowego. Następnie sprawdza się, ile trzeba dzisiaj za ten koszyk zapłacić, a później porównuje się to z ceną takiego koszyka sprzed roku:

Tak obliczony wskaźnik, wyrażony w procentach, nazywamy fachowo wskaźnikiem inflacji lub stopą inflacji. Potocznie mówimy po prostu: inflacja. Posiada on również swoje międzynarodowe oznaczenie: CPI. Jest to skrót od angielskiej nazwy Consumer Price Index – czyli wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych.

No dobrze, wiemy już że ceny rośną, ale dlaczego?

Jeżeli ceny zaczną rosnąć naprawdę szybko, w sposób niekontrolowany, może dojść do hiperinflacji. Właśnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w Niemczech w roku 1923. A czy ceny zawsze muszą rosnąć? Czy może się zdarzyć ujemna inflacja? Tak. Mówimy wtedy, że w gospodarce wystąpiła deflacja.

Powodów i przyczyn inflacji jest wiele i nie na wszystkie możemy mieć wpływ, dlatego tak trudno jest nad nią panować. W NBP przykładamy dużą wagę do dbania o stabilność cen. Zanim powiemy Ci, jak to robimy, poznaj jeszcze powody, dla których to takie ważne.